Ratunek w partyzantce


Polecamy wywiad Eryka Mistewicza z Agnieszką Romaszewską-Guzy. Fragment poniżej. Całość do przeczytania na portalu wszystkoconajwazniejsze.pl

Agnieszka ROMASZEWSKA-GUZY: – Zostaje więc tylko partyzantka dobrej sprawy. Pracuję w sposób partyzancki od lat. Biełsat by nie istniał, gdyby nie partyzantka. Powołaliśmy Biełsat dzięki PiSowi, bo Platformie nigdy w życiu nie starczyłoby na to odwagi. PiS powiedział: OK, idziemy w to. Tworzymy coś czego jeszcze nie próbowano tworzyć, działamy w innym kraju. Platforma by pewnie umarła ze strachu, pisalibyśmy pięć projektów, tworzone byłoby siedemnaście programów ramowych, nic by z tego nie wyszło. W 2006 wymyśliliśmy pomysł, w 2007 podpisaliśmy umowę z MSZ i wtedy się zmienił rząd na platformiany. Pamiętam jak Robert Tyszkiewicz z Platformy nas poganiał: tylko szybko, szybko startujcie, żeby komuś nie przyszło do głowy was zatrzymać. „Spiskował” z nami, choć to był już jego własny rząd. Wystartowaliśmy.

Eryk MISTEWICZ: – Przyzwoici ludzie po różnych stronach barykady po prostu się wspierają.

– To właśnie mam na myśli mówiąc o partyzantce. Michał Dworczyk w rządzie PiS pracował nad ustawa o Karcie Polaka. Wyglądało że rząd za chwilę padnie i już Karta Polaka nie wejdzie pod obrady, jest tysiąc ważniejszych spraw. Co zrobił Dworczyk? Pomógł zorganizować demonstrację w tej sprawie przed Kancelarią Premiera. Przyjechali Polacy z Ukrainy, Białorusi, Litwy i demonstrowali w Alejach Ujazdowskich, przed rządem PiSu, w którym to rządzie Michał był doradcą premiera. Jakoś ugadał Kaczyńskiego, Kaczyński do ludzi wyszedł, no to już wtedy trzeba było to wnieść pod obrady, w absolutnej końcówce rządów.

– Pamiętam. Rzutem na taśmę, na ostatnim czy przedostatnim posiedzeniu Sejmu. I przeszła.

– A jednocześnie trzeba było przekonać Platformę, żeby nie utrudniała. I on chodził za tą sprawą, mulił, nachodził. I osiągnął sukces.

– Czyli tak w przypadku Karty Polaka jak i w przypadku Biełsatu mamy do czynienia z kimś takim, jak lider projektu. Partyzantka to zawierzenie osobie, po której widać absolutne oddanie sprawie. Często sprawie skazanej na niepowodzenie, ale tym bardziej fascynującej. Tym silniej grupującej ludzi obok lidera. I niezależnie, czy jest to polskie sztuczne serce, jak w przypadku prof.Religi, czy pani Biełsat, Pani Agnieszko, czy Karta Polaka Michała Dworczyka.

– Hm… jak to w partyzantce – dowódca oddziału zawsze miał znaczenie… ale tu szczególnie ważne jest tez przekonanie do sprawy. Ta moja partyzantka jest wówczas, gdy do jakiejś idei jesteśmy w stanie pozyskać ludzi, dla których ta sprawa jest ważniejsza niż podziały partyjne, polityczne nawet ideowe. A wbrew pozorom to daje się zrobić, bo czasem ludzie lubią robić jednak coś dobrego i w wyniku tego lepiej o sobie myśleć. Gromadźmy się wokół ważnych dla nas spraw, współpracujmy, rozmawiajmy ze sobą, wspierajmy sprawy najważniejsze. Pomóżmy komuś, w jego działaniu, zwłaszcza jeśli nie działa w partykularnym – a we wspólnym interesie, a może on, kiedyś, pomoże nam.

– Nie musimy ciągle chodzić w zbrojach jak na wojnie.

– To często nasze wyobrażenie, że musimy koniecznie stać w szeregu, że tego się od nas oczekuje, że tylko tak służymy ojczyźnie, że tylko to będzie dobrze przyjęte. A ja uważam, że im więcej szalonych, partyzanckich, projektów, które posuwają nasz kraj do przodu, zostanie wspólnie zrealizowanych, tym lepiej dla wszystkich. Wierzę w partyzantkę dobrej sprawy.

Artykuł Ratunek w partyzantce pojawił się po raz pierwszy w wszystkoconajwazniejsze.pl