Niech myśl polityczna uderzy do głowy


To tytuł nowego felietonu politologa, profesora Rafała Matyi, który ukazał się na stronie internetowego tygodnika idei Nowa Konfederacja. Matyja, podejmując próbę analizy polskiej debaty publicznej, podsuwa pomysł na politykę realizowaną w poprzek podziałów partyjnych. Myśl polityczna w takiej postaci, w jakiej funkcjonowała w różnych okresach ostatnich stu lat, nie jest nikomu potrzebna. – pisze. Co proponuje w zamian?

Politykę opartą o definicję dobra wspólnego, która nie jest uwikłana w partyjne zawirowania, ale oparta na realnych potrzebach. Rafał Matyja wyciąga wnioski z polskiej przeszłości, wskazując rozwiązania, które zawiodły. Podkreślając rolę myśli politycznej w rozwoju kraju, stawia kilka tez.

Teza 1
Lepiej mobilizować elity niż masy

Matyja zwraca uwagę, że nie warto trwonić energii liderów zmian społecznych na pobudzanie mas do działania. Zamiast tego lepiej jest skoncentrować się na dotarciu do zainteresowanych – do elity, która chce się zaangażować.

Teza 2
Myślenie w kategoriach dobra wspólnego

Bo, jak pisze Matyja, od definicji „my” zależy kierunek polityki. Analizuje polskie definicje „my” na przestrzeni ostatnich lat: my – narodowcy, my – ludowcy, my – socjaliści. Podkreśla, że od siły „my” zależy zakres zmian w polityce, wskazując na moc oddziaływania „my” solidarnościowego.

Teza 3
Oprócz definicji „my” potrzebne są konkretne narzędzia działania

Sama definicja nie wystarczy. Potrzebne są jeszcze konkretne pomysły na zmianę i narzędzia, by móc wcielić ją w życie. Bez tego nie można myśleć o długofalowych reformach.

Teza 4
Myśl polityczna powinna być ponad logiką mediów

Ponieważ media potrzebują ofiar i, jak dosadnie pisze Matyja, „mordowania wrogów”, osadzenia w bieżących – często kilkutygodniowych – realiach, odnoszenia się do spraw, które „interesują czytelnika”. Myśl polityczna, która przyjmuje medialne zasady gry jest skazana na porażkę.

Matyja, korzystając z polskich doświadczeń i pamiętając o porażkach, stawia wysokie wymagania myśli politycznej. Nie formuje jednak czarno-białego obrazu i stara się szukać złotego środka na ożywienia polskiej myśli politycznej, puentując:

Nie twierdzę, że w polu polityki partyjno-parlamentarnej nic wartościowego nie powstanie. Od każdej reguły są wyjątki – dobrzy posłowie, senatorowie, ministrowie. Ale stawianie na tę sferę, jako przestrzeń, z której w sposób naturalny wyjdą inicjatywy naprawy państwa, jest błędem. Lepiej przekonać ów średni szczebel decyzyjny, usytuowany zaraz poniżej nadętych przekonaniem o własnej politycznej mądrości ministrów, że trzeba to zmienić. Że dalsze orientowanie się na agendę zewnętrzną to nie tylko gwarancja dryfu rozwojowego, ale także dryfu w złą stronę.

Przeczytaj cały artykuł Niech myśl polityczna uderzy do głowy.